Podczas XXXI Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” do sali w której przemawiał prezydent Duda i premier Morawiecki siły porządkowe „S” nie wpuściły niezależnnych dziennikarzy.

Spotkanie relacjonowali wyłącznie pracownicy rządowej TVP, których trudno jednak uznać za dziennikarzy. Na uwagę, że dziennikarze pozostałych mediów mają również prawo wejść na spotkanie publiczne z władzami państwa rzecznik „Solidarności” stwierdził, że „my tego prawa nie szanujemy”.

Sytuacja, która idealnie obrazuje relacje pomiędzy państwem mafijnym PIS ( określenie dozwolone – przypomnijmy – co potwierdza prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego), a pseudozwiązkiem zawodowym o podobnej proweniencji, wielu oburzyła i wstrząsnęła lecz nikogo nie zmieszała, zupełnie jak martini Jamesa Bonda. Jest to zrozumiałe w sytuacji, gdy z powodu działań PIS wrażliwość na skandale, afery, kradzieże, partyjne chamstwo, butę i arogancję władzy spadła niemal do zera.  Dlatego zamiast zapisywać się do ruchu oburzonych przyjrzyjmy się faktom i ramom prawnym wydarzenia.

Pogwałcić i już

Przede wszystkim nastąpiło pogwałcenie wolności słowa i prawa do informowania. W Unii Europejskiej wolność mediów jest wartością prawnie uznawaną, której ochrona dotyczy wszystkich państw członkowskich. Jest ona wpisane m.in. w art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej: „Każdy ma prawo do wolności wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.” Ten artykuł został złamany.

Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki nie tylko się skompromitowali jako osoby publiczne, ale także postąpili wbrew prawu nie interweniując za pośrednictwem swoich służb w opisanej sytuacji.

Obowiązkiem prezydenta jest stać na straż Konstytucji, na którą przysięgał. Natomiast obowiązkiem premiera jako urzędnika państwowego jest udzielanie informacji i dbanie o upowszechnianie wiedzy o pracach członków rządu. Żaden z nich swego obowiązku nie dopełnił łamiąc w ten sposób co najmniej dwa zapisy w Konstytucji RP; art. 61 i art. 14. Pierwszy mówi o tym, że „Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne.” Znaczy to, że racji nie miał także pałkarz „Solidarności” nie dopuszczając dziennikarzy przed świetliste oblicze Piotra Dudy, szefa „S”, który coraz mniej różni się od Mariusza Ś., słynnego szefa „Elektromisu”.

Artykuł 14 Konstytucji mówi natomiast, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.” Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem ani detektywem Rutkowskim żeby zauważyć, że niestety nie zapewniła. Lub – zapewniła, ale tylko pracownikom aparatu propagandy państwowej.

„S” jako partia

Kolejnym aspektem sytuacji jest negatywna weryfikacja „Solidarności” jako związku zawodowego. Ta zblatowana od lat z władzą krytpopartia polityczna już dość dawno zaprzeczyła nie tylko swym korzeniom ale i swej ustawowej definicji. Dwa pierwsze zapisy Ustawy o związkach zawodowych mówią, że :

„Art. 1. 1. Związek zawodowy jest dobrowolną i samorządną organizacją ludzi pracy, powołaną do reprezentowania i obrony ich praw, interesów zawodowych i socjalnych.

  1. Związek zawodowy jest niezależny w swojej działalności statutowej od pracodawców, administracji państwowej i samorządu terytorialnego oraz od innych organizacji.”

Działająca na zlecenia z Nowogrodzkiej „S” z pewnością nie jest reprezentacją ludzi pracy ani ich interesów, a jedynie reprezentacją grupy posiadaczy przywilejów i interesów; finansowych, gospodarczych i politycznych. Awantury wokół historycznego dziedzictwa „Solidarności” i skandale związane z osobą jej szefa i rozgrywki polityczne, w których ta organizacja uczestniczy wyraźnie wykazują jej partyjny charakter i odklejenie o rzeczywistości ludzi pracy. To tyle, jeśli idzie o artykuł 1.1.

Natomiast jeśli przyjrzeć się art. 1.2, to można śmiało zaproponować „S” usunięcie wszystkich czterech literek poprzedzających nazwę „Solidarność”.  „Niezależny” ów pseudozwiązek nie jest, a wręcz przeciwnie – jest zależny od władzy i innych organizacji. Z tego samego powodu nie jest on „Samorządny” , lecz „zarządzany” przez polityków jednej opcji. I wreszcie żaden to „związek zawodowy”, który miałby chronić pracobiorców, lecz „związek polityczny” o ściśle partyjnym charakterze.

Rada tego i owego

Świadczy o tym choćby układ w martwej od dawna Radzie Dialogu Społecznego, w której w pseudodialogu uczestniczą wyłącznie zblatowane z rządem organizacje pracownicze i takie pseudozwiązki zawodowe jak „S”. Przez ostanie osiem lat Rada ta nie tylko niczego nie uradziła ale też zabetonowała wszelką dyskusję na temat praw pracobiorców, działając wyłącznie w interesie pracodawców i strony rządowej. Wydmuszka w postaci RDS jest pielęgnowana przez wszystkich interesariuszy, w tym „S”, choć żaden z nich od dawna już nie zamierza radzić o dialogu społecznym, a jedynie o własnych interesach. Podobną do „S” w charakterze organizacją jest Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, który ani jednych ani drugich nie reprezentuje, skupiając się na reprezentowaniu interesów władzy w RDS i poza nią.  Władzy w to graj, pracodawcom w to graj i tylko pracobiorcy muszą kłaść uszy po sobie nie mogąc uczestniczyć w koncesjonowanych gremiach wzajemnej adoracji.

Postulaty

Podczas soboru „Solidarności” wydarzył się prawno-konstytucyjno-społeczny skandal. I nic, zapadła głucha cisza, kamień w wodę. To zrozumiałe w dotychczasowej sytuacji politycznej. Jednak korzystając z entuzjazmu powyborczego i z tego, że właśnie pojawiła się nowa miotła polityczna warto pomyśleć o działaniach oczyszczających sferę publiczną w zakresie praw pracobiorców w Polsce i ich organizacji podejmując poniżej proponowane działania.

  1. Solidarność jako organizację nie spełniającą standardów związku zawodowego, należy ustawowo rozwiązać, ponieważ nie spełnia już ustawowych kryteriów związku zawodowego i powołać na jej miejsce nowy związek o tej samej nazwie. Skazany będzie na budowę swych struktur od zera, z wykluczeniem dotychczasowych układów i powiązań z mafijnym państwem PIS, a wówczas będzie można się przekonać, na ilu tak naprawdę, liczyć może członków.
  2. Radę Dialogu Społecznego należy zlikwidować i dopuścić do niej wszystkich, którzy dbają o interesy pracobiorców. W pracach nowego centrum dyskusyjnego łączącego pracobiorców, pracodawców i rządzących powinny brać udział wszystkie związki zawodowe pracobiorców i pracodawców poprzez odpowiedni system reprezentacji. Ustalenia czynione z administracją rządową przy współudziale niezależnych ekspertów, naukowców i organizacji pozarządowych powinny być wiążące zamiast być jedynie głosem doradczym.
  3. Należy także podjąć jak najszybciej publiczną debatę nad dogłębną rekonstrukcją archaicznego kodeksu pracy, który w żaden sposób nie odzwierciedla ani potrzeb, ani rzeczywistości rynku pracy XXI wieku. Dlatego dyskusja nad Petycją zawierającą postulaty wypracowane przez OZZS „wBREw” i zespół WBrEW Smart Tank powinna być punktem wyjścia do tej debaty. Mowa jest w nich przede wszystkim o zrównaniu wobec prawa wszystkich pracobiorców w Polsce, niezależnie od formalnego charakteru świadczonej pracy. Te znaczące zmiany, a nawet dyskusja o nich, są skutecznie blokowane przez obecnie zabetonowaną arenę dialogu o prawach pracobiorców. Jeśli ta sytuacja będzie trwała, sygnał zmian powinien wobec tego nadejść od strony Unii Europejskiej, która reaguje na zmiany na rynku pracy, w przeciwieństwie do polskich organizacji pracowniczych będących w doskonałej komitywie z mafijnym państwem PIS.

Witold Solski , WBrEW Smart Tank